Pierwszy raz na podium wyścigów F1 stanęły wyłacznie bolidy napędzane silnikiem Renault. Stało się to udziałem Marka Webbera (Australia), Sebastiana Vettela (Niemcy) oraz Roberta Kubicy (Polska). To był bardzo dobry weekend dla naszego rodaka. Już w sesjach treningowych jego bolid spisywał się rewelacyjnie. Robertowi udało się wykręcić najlepszy czas podczas trzeciego treningu.
Trzy godziny później, w kwalifikacjach także walczył o najlepszy czas, ostatecznie tylko Webber pojechał o 0,1s szybciej.
Oznaczało to, że Robert musiał startować z zewnętrznej, bardziej brudnej części toru. To niestety pozwliło Sebastianowi Vettelowi wyprzedzić Polaka na starcie poprzez masymalne zejście do prawej, wewnetrzej cześci toru, który tóż za startem przechodzi w prawy zakręt. Równie szybko na torze pojawił się też samochód bezpieczeństwa, po tym, jak kontrolę nam bolidem stracilił Nico Huelkenberg z Williams-Cosworth. Na trzecim okrążeniu zapalił się McLaren Jensona Buttona.
Choć wypadków z bolidami było jeszcze wiele, w czołówce wyścigu nic się nie zmieniało. Na uwagę zasługuje fakt, że do mety wyścigu dojechała tylko 12, czyli połowa samochodów, które startowały.
Oto co Robert Kubica powiedział o tryumfatorze niedzielnego wyścigu: "Red Bull był niezwykle szybki w Barcelonie, więc nie było powodów, aby sądzić że zakwalifikujemy się przed nimi. Więc myśląc w ten sposób byłem zaskoczony, że mogłem dorównać tempu Marka i Sebastiana. Niemniej nie było żadnego cudu, gdyż stan rzeczy nie zmienia się w ciągu kilku dni. Musimy twardo stąpać po ziemi i cieszyć się z dobrej formy dzisiaj. Pięć miesięcy temu zespół był w ciężkiej sytuacji, a teraz jesteśmy w pierwszym rzędzie w Monako. Chciałbym podziękować wszystkim chłopakom w fabryce w Estone i Viry za ich ciężką pracę, która dała taki wyniki."