Miało być spokojnie, przewidywalnie, a nawet nudnawo. Jak zawsze w Turcji. Kwalifikacje miały "ustawić" wyścig, a że najszybszy w sobotę był Mark Webber, więc wszystko wydawło się jasne.
Początek wyścigu rozwiał nasze prognozy. Od początku zrobiło się "ciasno" i zasakująco ryzykownie. Ścisk na starcie, zetknięcie się Massy z Kubicą, nerwowy Alonso i zaskakująco łatwo "połknięty" Button przez Mercedesy. Wszystko wskazywało na to, że na torze pod Istambułem może wydarzyć się "coś" nieprzywidywalnego.
Główna walka o wygraną miała rozstrzygnąć się między Red Bullami, a Hamiltonem. Hamilton trzymał się Webbera, za Vettelem w pościg ruszyły Mercedesy oraz Kubica. Za plecami Polaka - Massa, Petrow i Alonso.
W takiej kolejności kierowcy jeden za drugim przejechali ponad połowę wyścigu. Wpadka Hamiltona, a raczej jego mechaników w boksach - spowodowała, że Vettel doszusował do Webbera.
Kawalkada ruszyła dalej, a o pierwsze miejsce mieli walczyć aż czterej kierowcy. W kolejności - Webber, Vettel, Hamilton i Button.
W okolicach 40-tego kółka nad Istambułem zaczęło kropić, a na torze zaczęło robić się "gorąco". I właśnie na tym feralnym kółku doszło do kolizji, która może zaważyć na klasyfikacji generalnej w F1 na koniec sezonu. A co gorsze wpłynąć na atmospferę w samym Red Bullu.
Sebastian Vettel chyba poczuł się zbyt pewnie. Zaczął naciskać na Webbera w momencie, wktórym oba bolidy jechały po pewne dwa pierwsze miejsca!
Próbując dobrać się do Australikczyka, Vettel najzwyczajniej przeszarżował. Zrównał się bolidem z Webberem i wykonał manewr w prawo wypychając Marka, a przy okazji rozbijając bolid swój i naruszając nos bolidu Webbera. To była skrajna nieodpowiedzialność i agoizm. A jak to się kończy?
Webber dowiózł trzecie miejsce, Hamilton wygrał, a Button wywalczył ("strasząc" Hamitona pod koniec wyścigu) drugie miejsce.
"Pan Egoista" nie ukończył wyścigu, pozostawiając niesmak. Robert i Petrow dzielnie bronili swoich pozycji przed natarciem "pogubionego" Ferrari. Polak wywalczył szóste miejsce, a Witalij... piętnaste. Po równej jeździe "pokąsał" go Alonso i ambitny Rosjanin musiał wyladować w boksach. Na otarcie łez pozostał mu rekord najszybszego okrążenia.
Za dwa tygodnie przenosimy się do Kanady, na magiczne dla Kubicy GP. A w Red Bullu? No cóż... zanosi się na niezłe "kwasy".